Zawsze marzyłem o robocie modela prężącego się po największych wybiegach u najwybitniejszych projektantów. Ale kiedy pojawiła się oferta dorobienia w charakterze fotomodelka w sesji reklamowej producenta wypuszczającego na nasz rynek nowy jogurt, decyzję podjąłem niezwłocznie – wchodzę w to. Sesja miała się odbyć w pomieszczeniu fotograficznym w wieżowcu nieopodal mojej dzielnicy. Estetyczne, chłodne, całkowicie przygotowane do robienia profesjonalnych zdjęć. W środku znajdowała się trójka osób – główny fotograf, kobieta zajmująca się makijażem i ubiorem a także spec od scenografii oraz doboru odpowiedniego światła – jak się później dowiedziałem będący w największym wymiarze odpowiedzialny za powodzenie sesji. Zleceniodawca zapragnął modela (w tym przypadku mnie) do reklam będących na licach – billboardów, posterów oraz tych mających pojawiać się w prasie. Przedmiotem reklamy miał być jogurt bez dodatku konserwantów ani cukru stąd w scenografii znajdowały się niebo słońce, trawa łączące się z naturą. Patrzyłem w obiektyw aparatu przez większość czasu z uśmiechnięty od ucha do ucha trzymając w palcach łyżeczkę z jogurtem, który jak dla mnie nie wyróżniał się na tle konkurencji. Musiałem wykazać się również sporymi umiejętnościami aktorskimi – musiałem robić wszystko aby pokazać, że towar, który konsumowałem jest najwspanialszym jogurtem na świecie. Nic takiego, a rzemiosło solidnie płatne. Robienie zdjęć trwało około kilka godzin, w ciągu których zjadłem naprawdę dużo jogurtów (miałem szczęście, iż nie był to smalec). Fotki w których brałem udział były tylko pierwszą częścią procesu. Musiały one zostać poddane obróbce, uznane, wybrane, a później specjaliści mogli wynaleźć chwytliwy slogan reklamowy i zaplanować kampanię w czasie. Plakaty ze mną ukazały się w mieście po kilkudziesięciu dniach, podobnie jak jogurt. Rezultatów jego sprzedaży nie pamiętam ale wiem, że zdjęcia
2 reklamowe to łatwizna.